Jako dwudziestosześcioletni facet do niedawna myślałem, że mam bardzo skomplikowane życie. Życie jak się później okazało kompletnie poukładane, tylko niestety nie dało się tego dostrzec będąc w ciągłym biegu i koncentrując wszystkie swoje siły na tym co jeszcze było do osiągnięcia, niż na tym co zostało osiągnięte. Z pewnością wielu z nas na zadane pytanie "Czy chciałbyś/chciałabyś być szczęśliwy/szczęśliwa w życiu?" bez wahania odpowiedziałoby "tak, oczywiście", tylko to nie o to chodzi.
Tracąc ponad siedmioletni związek, ponad czteroletnią dynamiczną karierę w korporacji i budząc się rano ze łzami w oczach można dojść do nowych wniosków. Nie zawsze warto żyć przyszłością i tym co będzie i jeszcze nas czeka, ale warto się zatrzymać i docenić to co się przeżyło i to co się ma. Jasnym i oczywistym jest, że melancholiczne powroty do przeszłości i docenienie teraźniejszych wartości nie będą naturalnym hamulcem do realizowania postawionych celów w przyszłości oraz dążenia do powodów do szczęścia.
Teraz mogę to napisać z czystym sumieniem: miałem świetne życie, wiele z niego zostało, a dzisiaj wykorzystując to doświadczenie mogę jeszcze więcej. Od dwóch miesięcy próbowałem wymazać przeszłość i zamknąć pewien etap w życiu, ale wydało mi się to trywialne, więc postanowiłem, wrócę to swoich przeżyć z ostatnich 10 lat życia i wykorzystując pamiętniki i zdjęcia napiszę bloga, zaczynając od historii, która wydarzyła się 10 lat temu - kiedy w 100% uświadomiłem sobie, że jestem gejem i po raz pierwszy moje życie zmieniało się diametralnie, nie pisząc, że legło w gruzach.
Następna opowieść będzie o pierwszej gimnazjalnej miłości,czyli jak to wszystko się zaczęło.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz