Pytanie z jakim ja bardzo często się spotykam to: "Kiedy uświadomiłeś sobie, że jesteś gejem?" Pewnie nie jestem odosobniony w tym obszarze i wielu z Was pewnie też się z takim pytaniem spotkało. Ja nie potrafię na to odpowiedzieć jednoznacznie... Czasem dochodzę do wniosku, że chyba od urodzenia, gdyż od zawsze fascynacja męskim ciałem była większa niż damskim. Niemniej jednak potrafię powiedzieć kiedy sobie to uświadomiłem - było to podczas masturbacji. Jak każdy nastolatek czynność masturbowania była musem, a jak wiadomo wyobraźnia wtedy szaleje i nie traci się nad nią kontrolę. Okazało się, że w mojej głowie nie ma kobiet tylko są mężczyźni i wtedy poczułem strach i przerażenie. Pamiętam jak dzisiaj, jak po tym wtedy traumatycznym wydarzeniu nie masturbowałem się chyba z kilka miesięcy.
Kiedy kończyłem 14 lat moja relacja z jednym kumplem zaczęła mocno się zacieśniać, a nasze kontakty pozalekcyjne były niemal codzienne. Wspólne wyjazdy na rowery za miasto, gra w tenisa, godziny spędzane w parku i zawsze we dwoje - tylko we dwoje. Wiele było we mnie wtedy myśli, wiele strachu ale jeszcze więcej ekscytacji i przeczucia, że za chwilę coś się stanie.
Pewnego razu siedzieliśmy przed kortem tenisowym, a ja wtedy miałem jakiegoś "mega defa" - jak to wtedy określaliśmy. Siedziałem i żaliłem się mu okrutnie, wtedy złapał mnie za rękę i powiedział, że wszystko będzie dobrze i nie mam czym się przejmować, bo przecież jesteśmy we dwójkę i razem świetnie damy sobie radę. Trochę jak z pięknego amerykańskiego romansu. Wtedy po raz pierwszy w życiu poczułem czym są motyle w brzuchu i jaką to przyjemność daje człowiekowi.
Ale niestety trwało to jeszcze rok - spotkania, wspólne sporty, ale zabrakło przełomu, czyli większej odwagi z jednej, bądź drugiej strony i relacja została w pamięci jako platoniczna i nieskonsumowana.
Życie w prowincji niestety nie sprzyja, aby gejowska przypadkowa miłość mogła się rozwinąć w tak młodym wieku. Mimo, że nie wyglądaliśmy na cioty, to i tak wzbudzaliśmy wśród rówieśników podejrzenia i nie raz spotkaliśmy się z określeniem "ej wy - pedały!" Wtedy było to traumą, dzisiaj byłoby niczym wielkim.
Spotykaliśmy się jeszcze w trakcie liceum, studiów i nawet po studiach - i sentyment,który pozostał jest nie do opisania...
Będzie ciąg dalszy bloga?
OdpowiedzUsuń